czwartek, 24 stycznia 2013

Rose Weasley - Rozdział 1

 Był pierwszy września 2017 roku. Jedenastoletnia Rose Weasley obudziła się bardzo wcześnie i ubrała. Była strasznie podekscytowana. Dzisiaj jadę do Hogwartu! - myślała raz po raz. Podeszła do szafki, na której stała klatka jej włochatki, Keli. Otworzyła ją, a sowa usiadła na jej ramieniu. Rose pogłaskała ją po grzbiecie, a ta zahuczała przyjaźnie.
 Po jakimś czasie jej mama, Hermiona, zapukała do drzwi.
 - Otwarte! - zawołała Rose, odłożyła sowę i rzuciła się na łóżko. - Cześć, mamo!
 - Cześć, Rosie. Dziś twój wielki dzień! - powiedziała Hermiona, uśmiechając się i podnosząc kciuki. - Jedziesz do Hogwartu.
 - Wiem... Mam nadzieję, że trafię do Gryffindoru.
 - Na pewno tam trafisz. Nie ma innej opcji - do pokoju wszedł Ron. Ziewnął i podrapał się po głowie. - Inaczej cię wydziedziczymy! 
 - Ron! - skarciła go Hermiona.
 - Tylko, żartuję... - powiedział i wyszedł.
 - No, kochana, chodź na śniadanie - matka uchyliła drzwi wskazując na schody. Rose wstała i poszła za nią na dół.
 W kuchni zastały Rona i Hugo, przygotowujących kanapki. 
 Na peronie 9 i ¾  spotkali rodzinę Potterów. Albus był równie poddenerwowany, co Rose, a James szybko pobiegł do swoich przyjaciół. Rodzice ostrzegli ją przed synem Malfoy'a, a potem wsiadła do pociągu. Zajęła pusty przedział, a po jakimś czasie dosiadł się do niej jakiś przystojny blondyn.
 - Można? - zapytał, stojąc w drzwiach.
 - Hmm... Tak. - odpowiedziała, a chłopak wszedł i zajął miejsce naprzeciwko niej.
 - Jestem Scorpius -  wyciągnął rękę.
 - Rose - dziewczyna odwzajemniła uścisk. - Pierwszy raz do Hogwartu?
 - Taak. Do jakiego domu chcesz trafić?
 - Do Gryffindoru, ale pewnie będę w Ravenclawie, ponieważ, jak to wszyscy mówią, że: 'odziedziczyłam inteligencję po matce' - westchnęła.
 - Twoja matka była w Ravenclawie? 
 - Nie, w Gryffindorze, ale tiara zastanawiała się, czy jej nie posłać do Ravenclawu. A ty?
 - Od pokoleń moja rodzina trafia do Slytherinu.
 - Naprawdę? - Rose wytrzeszczyła oczy. - Słyszałam, że z tego domu wyszło najwięcej czarnoksiężników.
 - Noo... A tak właściwie to jak się nazywasz? - Scorpius westchnął.
 - Weasley - odpowiedziała. - A ty?
 - Malfoy - uśmiechnął się złośliwie. - Nasze rodziny nie są przyjaźnie do siebie nastawione, co?
 - Raczej nie... Ale mój tata wspominał, że kiedyś uratował twojemu życie... - powiedziała Rose, lekko przestraszona.
 - To chyba prawda... - Scorpius wstał i rozejrzał się po przedziale. Sięgnął swoją walizkę, otworzył drzwi i powiedział: -  Miło się gadało, ale muszę gdzieś iść.
 Wyszedł. Rose zasmuciła się tym, ponieważ pomyślała, że ten chłopak wcale nie jest taki wredny, jak mu mówili rodzice. Wręcz przeciwnie. Wydawał się bardzo miły.
 Siedziała tak sama, obserwując widoki za oknem, kiedy drzwi przedziału ponownie się otworzyły. Tym razem weszło czworo jej kuzynów, nie pytając o zgodę. Albus usiadł koło niej, a Fred, James i Louis naprzeciwko. 
 Przez dłuższy czas siedzieli w milczeniu, ale później Rose i Albus zaczęli wypytywać resztę, jak jest w Hogwarcie. 
 - A co trzeba zrobić na ceremonii przydziału? - zapytał Al.
 - Będziesz musiał zamienić Rose w żabę! - postraszył go James. Dziewczyna zrobiła oburzoną minę i powiedziała:
 - Nieprawda. Trzeba założyć czapkę, a ona przydziela do domów.
 Albus odetchnął z ulgą. James wyglądał na oburzonego.
 - No! Musiałaś mówić?! - krzyknął, lecz nie był wściekły, tylko na jego twarzy cały czas widniał uśmiech. Fred zaśmiał się pod nosem i ponownie omawiał coś po cichu z Louisem. Po chwili dołączył do nich James. 
 Rose wyszła z przedziału i poszła do łazienki. Gdy była już przy drzwiach swojego przedziału spotkała Dominique, swoją kuzynkę. Dziewczyna spojrzała przez szybę kto tam siedzi, skrzywiła się i powiedziała:
 - Rosie, chodź do nas. Mamy nieco lepsze towarzystwo - uśmiechnęła się, zarzuciła rude włosy do tyłu i pomogła kuzynce zabrać walizkę do jej przedziału. W środku siedziała Victoire, Teddy oraz Molly. Każde z nich było z innej klasy: Ted - z siódmej, Vic - z piątej, Domi - z czwartej, Molly - z trzeciej, a Rose - z pierwszej. Wszyscy (prócz Rose) należeli do Gryffindoru. 

 - Pierwszy rok, co? - zapytał Teddy i pocałował Victoire w usta. Ta uśmiechnęła się i przytuliła chłopaka. Rose pokiwała głową. - Też miałem takiego stresa. Ale nie masz się co martwić! Obawiałem się, że trafię do Huffelpuffu, jak moja matka, ale Tiara przydzieliła mnie do Gryffindoru. - Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie i znów zajął swoją dziewczyną. 
 Molly co chwilę dodawała jej otuchy, powiedziała też, że będzie mogła koło niej usiąść, a Dominique pisała coś na pergaminie. 
 Kiedy już przebrali się w szaty w drzwiach ktoś stanął. Był to wysoki, przystojny, ciemnoskóry chłopak. Minę miał krzywą, jakby ktoś go obraził. Oparł się o drzwi i powiedział:
 - No, no, Weasley. Widzę, że na lepsze towarzystwo cię nie stać - rzucił pogardliwie w stronę Dominique z uśmiechem, a na resztę z wyrazem obrzydzenia na twarzy. - Gdybyś chciała, wiesz, gdzie możesz mnie znaleźć - mrugnął do niej i wyszedł. 
 - Kto to był? - spytała Rose.
 - Jade Zabini. Paskudny Ślizgon, myślący, że może wszystko - prychnęła Dominique. - Ciągle mnie zaczepia, chce żebym z nim chodziła.
 Do końca podróży nikt się nie odzywał, a nie trwała ona dłużej niż dziesięć minut. Na peronie Rose usłyszała:
 - Pirszoroczni! Pirszoroczni, tutaj! - wołał Hagrid. Dziewczyna podążyła za głosem, odnajdując w tłumie Albusa i Scorpiusa. Ten drugi spojrzał na nią, skrzywił się i odwrócił.

 Hagrid poprowadził ich na skraj jeziora, gdzie wsiedli do łódek i popłynęli pod zamek Hogwart. Rose płynęła z Albusem i jakąś Veronicą, której nie znała. Po wyjściu z łodzi Hagrid oddał ich profesor McGonagall, a ta poprowadziła do sali wejściowej. 
 - Zaraz zostaniecie przydzieleni do waszych domów, które będą zastępowały rodzinę w ciągu roku szkolnego. Będziecie się uczyć z uczniami z waszych domów, będziecie zdobywać punkty dla waszych domów i będziecie spędzać czas w pokojach wspólnych. A domy to: Gryffindor, Huffelpuff, Ravenclaw i Slytherin. - opowiedziała profesor McGonagall i otworzyła drzwi, prowadzące do Wielkiej Sali. 

***


To by było tyle na dziś. Mam nadzieję, że nie jest zbyt długie. Następne dodam w ciągu tygodnia.


Patte

1 komentarz: