W czwartek Albus obudził się o piątej i nie mógł spać dalej. Myślał o lekcji latania. Sam nie wiedział co czuje, czy strach, czy ekscytację. Chyba i to, i to - pomyślał i zwlókł się z łóżka. Ubrał się po cichu, żeby nie obudzić Finna i Masona i zszedł do pokoju wspólnego.
Przez dłuższy czas siedział sam, ale po godzinie przyszła Rose.
- Już nie śpisz? - zapytała i opadła na kanapę obok kuzyna.
- Taak, nie mogę doczekać się lekcji latania - wyznał. - A ty?
- Boję się tej lekcji - powiedziała i westchnęła.
- Dlaczego? - spytał zdziwiony Albus.
- Nie umiem latać - skrzywiła się Rose.
- Nieprawda, dobrze ci pójdzie - zaczął ją pocieszać.
Za jakiś czas poszli na śniadanie. Sufit Wielkiej Sali był błękitny, jak niebo za oknami.
- Która godzina? - spytał Albus, widząc, że nie ma ani potraw, ani uczniów.
- Za pięć siódma - odpowiedziała Rose.
Zdecydowali poczekać w środku, gdyż śniadanie rozpoczynało się za kilka minut. Gdy już pojawiło się jedzenie oboje chwycili za tosty, a następnie poszli do swoich sypialni po książki. Kiedy przechodzili przez Pokój Wspólny James podłożył nogę Albusowi, ale Rose go przytrzymała i nie upadł. Starszy z braci wyszedł już przez portret Grubej Damy, kiedy młodszy z nich powiedział:
- Kiedyś mi za to zapłaci - spojrzał nienawistnym wzrokiem w miejsce, gdzie przed chwilą zniknął James.
- Oj, daj spokój. Znajdziemy jakieś zaklęcie w bibliotece - uśmiechnęła się Rose i pobiegła do swojej sypialni po książki.
- A właśnie! Biblioteka! Muszę iść coś wypożyczyć! - powiedział Albus i wybiegł z Pokoju Wspólnego. Rose pobiegła za nim.
Po drodze profesor Longbottom zatrzymał ich, mówiąc, że na korytarzach się nie biega. Wtedy przeszli się kawałek, a kiedy zniknęli za rogiem znów puścili się biegiem.
- Czy jest Quidditch Przez Wieki? - zapytał zdyszany Albus, jak już dotarli do czytelni.
- Jest... zaraz poszukam - odpowiedziała pani Pince i zniknęła wśród regałów. Po chwili wróciła z małą, zieloną książką.
- Dziękuję - powiedział Albus i wyleciał z biblioteki.
- Tylko zwróć w ciągu tygodnia! - krzyknęła z nim pani Pince, ale on już nie słuchał, bo pędził na lekcję Obrony Przed Czarną Magią. Rose dobiegła do niego po chwili i weszli do klasy, prawie całej zapełnionej. Mieli szczęście, gdyż nauczyciela jeszcze nie było. Usiedli przy wolnej ławce i zaczęli się rozpakowywać, kiedy profesor Finnigan wszedł do środka.
***
Tym razem takie krótkie, ponieważ wiem, że mało kto lubi długie rozdziały, dlatego następny doda się automatycznie za godzinę ;)
Patte
Ps. Miło mi, że mam więcej odwiedzających i komentujących :)
;)
OdpowiedzUsuń