sobota, 26 stycznia 2013

Rose Weasley - Rozdział 4 część II


 Po lekcji wszyscy pobiegli na boisko do quidditcha, żeby poczekać na panią Hooch. Zanim zadzwonił dzwonek Albus zagłębił się w lekturze. Co jakiś czas wskazywał coś, aby Rose to przeczytała. 
 - Chciałbym być animagiem, a ty? - zapytał przeczytawszy pierwszy rozdział.
 - Noo... fajnie by było - odpowiedziała mu rozmarzonym głosem. - W jakie zwierze chciałbyś się zmieniać?
 - Hmm... nie wiem, może w psa... - wrócił do czytania. - A ty?
 - Myślę... myślę, że w fretkę... albo w wiewiórkę... - zamyśliła się Rose. 
 Wtedy podszedł do nich Scorpius Malfoy i wyrwał Albusowi książkę z ręki.
 - Potter?! Ty czytasz?! - zadrwił. - Myślałem, że to zajęcie jest znakiem rozpoznawczym Weasley'ów. - pomachał książką i rzucił do kolegi.
 Przerzucali ją sobie tak z rąk do rąk, dopóki nie przyszła pani Hooch. 
 - Co tu się dzieje? - krzyknęła i wyrwała książkę z dłoni Malfoya. - Czyje to?
 - Moje - zgłosił się Albus.
 - Chłopcy! Nie dokuczajcie innym! - upomniała profesor Hooch Ślizgonów. - Slytherin traci pięć punktów!
 Malfoy rzucił Albusowi nienawistne spojrzenie, odwrócił się i poszedł do swojej bandy. Profesor Hooch rozdała wszystkim miotły i kazała ustawić się w rzędach. 
 - Stańcie obok nich i powiedzcie "do mnie"! - nakazała.
 Na boisku zrobiło się głośno, mimo, że nie było tam nie więcej niż dwadzieścia osób. Wszyscy wołali "do mnie". Jedynymi osobami, do których miotła podleciała już za pierwszym razem był Albus oraz Veronica, koleżanka Rose z dormitorium. Rose udało się dopiero za piętnastym lub szesnastym. 
 - Wsiądźcie na nie - powiedziała profesor Hooch, kiedy już wszyscy ściskali miotły w dłoniach. Każdy wykonał jej polecenie, a ona chodziła i sprawdzała, czy robią to dobrze. - A teraz mocno odepchnijcie się od ziemi.
 Gdy już ponad połowa uczniów była w powietrzu Malfoy przepychał Albusa, żeby ten zleciał z miotły, a pani Hooch pokazywała reszcie jak unieść się w górę. 
 - No dalej! - powiedziała, kiedy Eve po raz kolejny odepchnęła się i spadła. - Kto zamienił tą miotłę na taką, która nie lata?! - wrzasnęła nagle i Malfoy o mało co nie spadł, tak się przestraszył. - Gadać! Który to? A może która - rozglądała się po przerażonych twarzach uczniów. W końcu zrezygnowana poszła do jednej z szatni po nową miotłę. - Uważajcie i nie wzlatujcie zbyt wysoko! - ostrzegła ich.
 Malfoy wykorzystał ten moment i powiedział do swojego kolegi, żeby wypuścił tłuczka. Rose wisiała w powietrzu i gadała z Eve, czy wszystko w porządku. Albus nie spodziewał się niczego dobrego po tłuczku, więc szybko chwycił za pałkę i obserwował latającą piłkę. W pewnym momencie Malfoy odbił tłuczka w kierunku Rose. Albus zareagował natychmiast: wleciał pomiędzy piłkę a kuzynkę i uderzył ją z całej siły. Nie widział gdzie poleciała, bo natychmiast odwrócił się, aby sprawdzić, czy Rose nic nie jest. Była cała i zdrowa i podziękowała mu za ratunek. Malofy nie miał tyle szczęścia. Piłka ugodziła właśnie w jego nos. Przy pomocy swoich kumpli udało mu się dostać na ziemię, skąd wkurzona profesor Hooch zabrała go do skrzydła szpitalnego, mrucząc pod nosem:
 - Nie ruszać się z boiska! Później się dowiem kto to zrobił. 
 Albus wylądował, a wszyscy Gryfoni rzucili się na niego, zaczęli klaskać i gratulować mu trafienia do celu. Jednak Ślizgoni nie byli przyjaźnie nastawieni. Jeden z nich, Grasser, ten, który wypuścił tłuczka, podszedł i próbował go uderzyć, lecz Albus, mały i zwinny, łatwo uciekł przed wielką pięścią. Wsiadł natychmiast na miotłę i podleciał kilka stóp w górę. Osiłek próbował zrobić to samo, lecz był zbyt ciążki, żeby szkolna miotła go uniosła. Wtedy zrobił coś, czego nikt zupełnie się nie spodziewał: wyciągnął Rose z tłumu i przyłożył jej różdżkę do gardła. 
 Albus nie wiedział co zrobić. Był pewien, że po kilku dniach szkoły nie nauczył się niczego, co mogłoby zrobić wielką krzywdę dziewczynie, ale też nie chciał ryzykować. Powoli opadał coraz niżej, aż w końcu, gdy wylądował inny osiłek zagroził mu różdżką. Chłopiec odrzucił miotłę Albusa w bok i poprowadził go w kierunku kuzynki. 
 Rose wolałaby nie wiedzieć co by się stał, gdyby właśnie nie przyszła profesor Hooch. Nauczycielka jak zobaczyła, że dwoje uczniów grozi różdżkami innym natychmiast wyrzuciła ich ze swojej lekcji, odjęła dwadzieścia punktów Slytherinowi i dała im szlaban. Albus, jeszcze trochę przerażony, ucieszył się w duchu, że Ślizgoni zostali ukarani.

***

Tym razem trochę dłuższe :)
Jak pisałam: automatyczna publikacja godzinę po części pierwszej. Jak mi się uda za następną godzinę dodam część trzecią, ale nie obiecuję
Komentujcie i hejtujcie! (Mam nadzieję, że tych drugich będzie mniej;)

Patte

1 komentarz:

  1. Podobne do tego z z `zapominajką ` Nevilla, aż zbyt podobne : < . Ale i tak fajne ; d

    OdpowiedzUsuń